miliony “agentów” marki
maj 10, 2008
Nasza klasa bije rekordy popularności, MySpace, fora, blogi, powstaje mnóstwo nowych, coraz węższych serwisów społecznościowych. W USA należy już do nich prawie połowa badanych internautów. Coraz więcej nadziei lokuje się także w rozwoju mobilnych społeczności. A wszystko to jako socjologowi przywodzi na myśl koncepcję Simmla, jednego z ojców socjologii, że społeczeństwa zmieniają się od wspólnot do stowarzyszeń. Więzy krwi, znajomość wszystkich ludzi od kołyski aż po grób były kiedyś normą. Teraz w dobie masowej komunikacji zwrotnej normą staje się, że z każdym etapem w życiu żyjemy w innym otoczeniu ludzi, z którymi łączy nas nie pokrewieństwo, ale wspólnota zainteresowań, postaw, celów…
jakie to ma znaczenie dla reklamy?
Wielu z nas ostrzy sobie zęby na tych ludzi, chcemy wykorzystywać to, że w jednym miejscu jest ich tak wielu i polecać im produkty naszych klientów, wymyślamy fałszywe blogi, wpuszamy do sieci agentów, żeby pisali dobrze o naszym produkcie, żeby promowali pozytywne nastawienie… ale czy to działa?
czy świat wirtualnej czy też mobilnej społeczności, gdzie ludzie nawiązują relacje, wchodzą w interakce nie staje się podobny do świata w jakim się urodziłem?, gdzie piekarnia u Stachury była najlepsza i wszyscy w moim środowisku o tym wiedzieli bez żadnej reklamy, czy osiedlowy sklep prowadzony przez wyjątkowo niemiłą obsługę mógł w jakikolwiek sposób poprawić swój wizerunek łożąc na reklamę, czy kupowaliśmy frytki w budce koło stadionu skoro każdy wiedział, że ich jakość jest fatalna? Skąd o tym wiedzieliśmy? Od siebie i innych. Nie było mediów, nie było reklamy, a wiedzieliśmy.
Teraz media i masowa komunikacja odkrywa także siłę WOM, jak wiele znaczą opinie bliskiego środowiska i… starają się te opinie kształtować, nasyłają agentów… ale, czy to działa? Skoro produkt sprzedaje się w setkach tysięcy, milionach egzemplarzy, kiedy wiele milionów ludzi może osobiście przekonać się o wartości składanej obietnicy to czy wywalanie pieniędzy na “agentów” może przynieść sukces beznadziejnemu produktowi? Czy jakakolwiek marka ma środki na zatrudnienie milionów agentów? A może lepiej skupić się na realnych doświadczeniach i sprawić, żeby użytkownicy sami z siebie mówili dobrze o naszych produktach, żeby sami z siebie byli agentami naszej oferty?
napisz komentarz