otrzymałem dzisiaj informację o dosyć specyficznej akcji reklamowej procter&gamble (szampon i pasta do zębów). polega ona na rozsyłaniu nieznajomym osobom linka do strony za pośrednictwem komunikatora gadu-gadu.

czy koncern chciał w ten sposób oszczędzić budżet marketingowy? raczej nie, więc chodziło pewnie o zrobienie “marketingu wirusowego”.

tylko że marketing wirusowy polega na spontanicznym wysyłaniu sobie przez znajomych linków do ciekawych stron. dzięki temu zasięg reklamy rośnie przy niskich kosztach (efekt wirusa) a postawa wobec komunikatu jest pozytywna (bo nie dość, że dostałem od znajomego, to jeszcze fajne).

a w tym przypadku - poprzez podstępne techniki autor kampanii, agencja wideopen, “nabija” statystyki strony, którymi będzie się mogła pochwalić przed klientem - budząc jednocześnie negatywne emocje wobec całej kampanii i samego produktu… nie wspominając już o tym, że spamowanie jest sprzeczne z prawem.


komentarze (2) do wpisu “kiedy marketing wirusowy staje się spamem…”

  1. Bullseye napisał:

    O ciekawa informacja. Przyznam się, że o tym nie wiedziałem i muszę się temu przyjrzeć. Jeśli to wszystko było prawdą, to bardzo bardzo nieładnie. A może to carling marketing… czyli działania konkurencji?

  2. Bullseye.webzine.pl napisał:

    No to raczej łańcuszek, a nie wiral. Ciąglę jeszcze wielu marketerów (zwłaszcza dinozaury) nie rozróżniają tych dwóch pojęć.

napisz komentarz