mieć czy używać?

marzec 26, 2008

rozwój mediów cyfrowych nieuchronnie prowadzi do oddzielenia zawartości komunikacji od jej nośnika. Sprzyja temu łatwość kopiowania muzyki, filmów, programów, gier etc. wraz z rosnącą przepustowością łącz internetowych. Coraz częściej nie trzeba odwiedzać wypożyczalni, żeby obejrzeć film na żądanie, iść do sklepu płytowego, żeby słuchać ulubionej muzyki, kupować gier, żeby pograć. Coraz więcej treści dostępnych jest za jednym kliknięciem myszki. Niestety wiele z tych treści nie jest udostępniana legalnie na co właściciele praw autorskich zareagowali pozwami sądowymi i próbami powstrzymania procesu oddzielania się komunikacji od nośników. Zamiast płacić piratom za ich pomysły i adaptować do modeli biznesowych, które przyniosą zyski twórcom i im samym woleli płacić prawnikom.

Ale tej fali nie da się powstrzymać. Nie da się kontrolować wszystkich. Być może łatwiej jest spowodować, żeby korzystanie z legalnego było łatwiejsze niż kradzież? Ale żeby korzystać legalnie trzeba zapłacić. Na szczęście nie zawsze musi to oznaczać wyjmowanie pieniędzy z kieszeni konsumenta. Coraz więcej treści w internecie dostępnych jest w zamian za reklamy na które konsument się musi zgodzić. Rodzą się więc dwa rynki.

Jeden masowy, finansowany reklamą, gdzie korzystanie jest darmowe, ale czasochłonne, oraz drugi skierowany do wielu wężych grup, gdzie potrzeby korzystania są wyraźniej sprofilowane, gdzie liczy się warstwa edycyjna i gdzie konsumenci godzą się na zapłatę w zamian za jakość, elitarność, etc.

Na szczęście niektórzy widzą ten proces i choćby na rynku muzyki, którą problem piractwa dotknął najwcześniej, pojawia się coraz więcej głosów za modelem płaskich abonamentów za dostęp do całości bibliotek. W końcu telewizji nie płaci się abonamentu w zależności od czasu oglądania, a doba każdego z nas trwa 24 godziny.


napisz komentarz