ankiety, sondaże, IDI, fokusy, wywiady, diady, triady, mini grupy, cati, f2f, cawi… nazwy trzeba przyznać coraz wymyślniejsze, ale istota rzeczy wciąż ta sama: deklaracja respondenta. To wszystko badania oparte na deklaracjach, na tym, że konsument mówi, a my słuchamy i z upodobaniem, z uporem zadajemy pytanie “dlaczego”, żeby dotrzeć do motywów, powodów, przyczyn… Ludzie, jak to ludzie, lubią mieć opinie i najczęściej słyszymy, że “jakość” i “cena” i nadal nic nie wiemy, a nawet jeśli wiemy to wiedza ta niestety jest “przeracjonalizowana” bo nie tylko konsument, ale i my sami najczęściej nie potrafimy powiedzieć “dlaczego” kupujemy właśnie ten produkt, a nie inny, właśnie pod wpływem takich, a nie innych reklam

tylko skąd ludzie sami mają wiedzieć co konkretnie powoduje, że im się coś podoba lub nie podoba. W przeprowadzonym ostatnio doświadczeniu odkryto, że ludzkie mózgi nawet 7 sekund przed reakcją, która miała wyrażać podobanie się już były aktywne. Pytanie było banalne, o podobanie się bądź nie pojawiających się na ekranie liter. Litery prezentowano na monitorach przez pół sekundy. Zatem kiedy badani reagowali to przypisywali podobanie się zupełnie innemu bodźcowi niż tę reakcję wywołał. Jak to jest w naszej reklamowej i marketingowej rzeczywistości, czy pytając co się podobało i dlaczego otrzymujemy właściwe odpowiedzi? Mam coraz częściej wątpliwości.

na szczęście rozwijają się szybko nowe metody badań, które nie pytają ludzi “dlaczego”, ale są tak sprytnie ustawiane, że odpowiedź poznajemy dzięki wnikliwemu wglądowi i znajomości psychologii nie tylko świadomości, ale i podświadomości. Metody gdzie obserwujemy zachowania, zachowania i jeszcze raz zachowania


napisz komentarz