W stanie Nowy Jork przygotowuje się ustawę, która ma ograniczyć zbieranie danych osobowych o użytkownikach internetu. Nie tylko Google ma się czym interesować. Sprawa dotyczy także Yahoo, innych portali i całej branży reklamy internetowej, której przedstawiciele przyznają, że klienci przywykli do takich narzędzi planowania reklamy w internecie. Na dodatek skoro się nie da w dobie internetu zakazać takich działań w samym Nowym Jorku, prawo to może stać się obowiązujące dla całych Stanów Zjednoczonych.

To, że dane te są użyteczne w naszej codziennej pracy nie trzeba nikogo przekonywać, ale oddzieliłbym dane osobowe od behawioralnych. Te pierwsze pozwalają zidentyfikować “Kowalskiego”, a te drugie dotyczą jego zachowań. Co do sensowności ochrony tych pierwszych wysnuć można wiele argumentów, gdyż zbieranie informacji o konkretnej osobie, którą można zidentyfikować może przecież służyć bardziej niecnym czynom niż reklama.

Co do danych behawioralnych zastanowiłbym się czy w obliczu zalewu reklamowego wielu konsumentów nie wolałoby poddać się takim analizom i nie oglądać dziwnych reklam kierowanych do nie wiadomo kogo. Skoro intersuje mnie reggae to bardzo chętnie zobaczę informację o nowych płytach czy koncertach ulubionego zespołu, dowiem się jakie książki kupują ludzie, którym się podobała ta sam co mi książka, etc.

Bo czy potrzebujemy koniecznie danych demograficznych jeśli mamy zachowania? Ważniejsza dla producenta jest grupa nabywców keczupów, a nie kobiety w wieku 18-59 z dużego miasta. Zmienna behawioralna nie musi korelować z zakupem bo jest tą zmienną właśnie. A z badań nad konsumentami i tak byśmy się dowiedzieli wystarczająco wiele o ich demografii i innych ważnych dla komunikacji cechach.

Myślę zatem, że prawo do zbierania danych behawioralnych jest jak najbardziej w interesie konsumentów, a temat ten jest bardzo aktualny bo za chwilę będziemy się musieli zmierzyć z zagadnieniem zbierania danych o posiadaczach telefonów komórkowych oferujących mobilny internet


napisz komentarz